1. Scroll
  2. /
  3. Rozrywka
  4. /
  5. Diuna – recenzja. “Gościnne” piaski Arrakis

Rozrywka

23.10.2021 09:31

Diuna – recenzja. “Gościnne” piaski Arrakis

Filmy i seriale
23
1
0
23
1

Diuna – historia epickich rozmiarów i przez wielu uważana za najważniejszą książkę nurtu science-fiction – właśnie miała swoją premierę kinową. Jest to 155 minut uczty dla zmysłów, po której będziecie chcieć więcej. Poniżej są moje wrażenia.

O Diunie słyszał pewnie każdy – czy to dzięki opinii, jaką cieszą się książki, czy też przez film z 1984 roku. Do niedawna byłem w podobnej pozycji, gdzie zdawałem sobie sprawę ze znaczenia historii rodu Atrydów, jednak zdecydowanie nie można było mnie nazwać fanem. Zmiana była nagła i zaskakująca dla mnie samego, gdy w wakacje pod wpływem impulsu postanowiłem sięgnąć po książki, skoro zbliża się film.

Jest to kolejne dzieło Denisa Villeneuve z nurtu fikcji naukowej – Nowy Początek (2015) i Blade Runner 2049 (2017) zdobyły uznanie krytyków i publiczności. Czy triumfalny pochód reżysera będzie kontynuowany z Diuną, czy też się na niej potknie, jak to zrobił David Lynch?

Diuna title card tytuł
Źródło: YouTube

Zobacz też: Tytan przedsiębiorczości: Michał Holc uchyla rąbka tajemnicy w ekskluzywnym wywiadzie

Diuna – o fabule słów kilka

Unikanie spojlerów dla historii, gdzie książka wyszła prawie 60 lat temu oraz istnieje 40-letnia ekranizacja, może wydawać się wbrew intuicyjne. Mam jednak nadzieję, że wiele osób nie zaznajomionych z uniwersum Diuny zdecyduje się ją zobaczyć, więc w tym celu zrobimy tylko lekki zarys historii.

Główną postacią historii Diuny jest Paul Atryda, jedyny syn i dziedzic Leto I Atrydy. Nie jest też zwykłym nastolatkiem, gdyż jego matka, lady Jessika przynależy do Bene Gesserit, organizacji planującej skoncentrować potężną moc w jednej osobie, poprzez uważne aranżowanie małżeństw. Na nim skupia się cała historia i przez większość czasu, wydarzenia obserwujemy z jego perspektywy.

paul atryda w konfrontacji z wielebną matką
Paul Atryda oraz Wielebna Matka – ich rozmowę ciężko nazwać serdeczną. | Źródło: materiały prasowe

Poznajemy ród Atrydów w momencie kiedy Imperator oddaje im kontrolę nad planetą Arrakis, do tej pory pozostającą w żelaznym uścisku rodu Harkonnenów – ich rywali. Pomimo, że Arrakis jest nieprzystępną pustynią, gdzie temperatury wydają się gotować krew w żyłach, a woda jest drugim najcenniejszym zasobem – jest ona pożądana przez wszystkich. Powodem tego jest właśnie najcenniejszy zasób tej planety – przyprawa – substancja będąca potężnym narkotykiem, wydłużająca życie i pozwalająca zajrzeć daleko w przyszłość, dostępna wyłącznie tam.

To pozorne błogosławieństwo jest w rzeczywistości klątwą. Jeżeli ród Atrydów nie będzie w stanie zaspokoić wciąż rosnącego imperialnego apetytu na przyprawępogrążą się w hańbie i stracą swoją wysoką pozycję na imperialnym dworze. Czy Paul pomoże swojemu ojcu uniknąć pułapek kryjących się w cieniach? Czy uda im się przeprowadzić ich ród przez sieć intryg?

Dramatis personae

Obsada aktorska jest wypełniona gwiazdami o ugruntowanej pozycji w przemyśle filmowym i to da się odczuć od pierwszej sceny. Ogrom informacji, który musi być przekazany widzowi, nie pozwala na zmarnowanie choćby jednego ujęcia. Każde zdanie naładowane jest ZNACZENIEM, a każdy gest czy spojrzenie daje nam głębszy wgląd w relacje bohaterów. 

Najlepszym przykładem tego są rozmowy pomiędzy Paulem Atrydem (Timothée Chalamet) a jego ojcem Leto (Oscar Isaac). Pomimo, że sceny, gdzie rozmawiają ze sobą bezpośrednio, są nieliczne, to nie wątpimy w ich silną więź i bliskość.

Aktorzy wcielający się w pozostałe postaci dobrani są perfekcyjnie. Rebecca Ferguson mistrzowsko portretuje Lady Jessikę, Josh Brolin świetnie się spisuje jako “wesoły” Gurney Halleck, w Rabbana Harkonnena wcielił się Dave Bautista, a Jason Mamoa jest Jasonem Mamoa – tylko zwracają się do niego Duncan Idaho. Na specjalne wyróżnienie zasługuje tu Stellan Skarsgård, który gra barona Vladimira Harkonnena. Jego każde pojawienie się na ekranie emanowało atmosferą grozy i zimnego wyrachowania.

Choć muszę przyznać, że moje wrażenia mogą być trochę wypaczone. Diunę czytałem już po tym jak zobaczyłem pierwszy zwiastun filmu, więc mogło to mieć wpływ na mój odbiór postaci w książce.

Paul Atryda na rodzimej planecie
Timothée Chalamet jako Paul Atryda | Źródło: warnerbros.com

Pocztówka ze słonecznego Arrakis

Oglądając Diunę w kinie, nie można nie odnieść wrażenia, że reżyser Denis Villeneuve przed nagrywaniem każdej sceny stawał przed ekipą i mówił: Drodzy państwo, nagrajmy to tak żeby to ujęcie było kultowe! Niezależnie czy są to ujęcia pustyni, głównego miasta planety, kolektorów przyprawy wynurzających się z chmury pyłu, czy też wszelkich wnętrz – wszystkie są ucztą dla oczu. Starannie dobrana paleta barw każdego ujęcia ułatwia identyfikację z bohaterami i potęguje emocje danej sceny.

Dla dopełnienia wrażenia absolutnego przeniesienia na Arrakis, Hans Zimmer skomponował ścieżkę dźwiękową, która nie odstaje jakością od jego najlepszych kompozycji. W filmie niewiele jest scen gdzie muzyka przejmuje główną rolę, jednak idealnie asystuje w opowiadaniu historii. Villeneuve i Zimmer nie boją się też wyciszyć muzyki całkowicie, nawet tam gdzie intuicyjnie byśmy się jej spodziewali, przekierowując całą uwagę na grę aktorską.

Czyli wszystko zrobili idealnie?

Niestety mój mózg ma tą dziwną tendencję, że gdy coś podoba mi się za bardzo, to zaczynam szukać dziury w całym. Przy tak kolosalnym przedsięwzięciu nie było to trudne, żebym znalazł coś do czego mogę się przyczepić, mimo że zdaję sobie sprawę, dlaczego pewne decyzje zostały podjęte.

Diuna jest dziełem literackim, które porusza wiele skomplikowanych i subtelnych tematów poza konfliktem Harkonnenów i Atrydów. Tematów jak fanatyzm religijny, brzemię władzy oraz machinacje polityczne i biznesowe w celu eksploatacji zasobów naturalnych – te tematy ze względu na formę filmu nie mogą być wykorzystane w pełni. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w przypadku Diuny bardziej odpowiednią formą przekazu byłby serial. Pozwoliłoby to na bardziej intymne poznanie postaci czy rozwinięcie wątków pozostawionych poza filmowym scenariuszem.

Jednak głęboko w sercu jestem wdzięczny wytwórni Warner Bros. za zgodę na podzielenie historii Paula Atrydy na dwie części. Sama myśl, że tak epicka historia miałaby się zmieścić w jednym filmie pełnometrażowym napawa mnie przerażeniem. Jedyne co pozostało – cierpliwie wyczekiwać na część drugą.

Na koniec – czy polecam pójście do kina i obejrzenie Diuny? Tak! Zdecydowanie TAK! Jakby to nie było oczywiste od pierwszego akapitu.

Zobacz też: Denis Villeneuve – kim jest reżyser Diuny?

23
1

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.