1. Scroll
  2. /
  3. Technologia
  4. /
  5. Chipowanie ludzi w praktyce. Wady i zalety posiadania chipu pod skórą

Technologia

3 miesiące temu

Chipowanie ludzi w praktyce. Wady i zalety posiadania chipu pod skórą

Nauka
25
8
0
25
8

Posiadanie chipu pod skórą może być sporym ułatwieniem w życiu codziennym. Za jego pomocą możemy potwierdzić naszą tożsamość, dokonać zapłaty za zakupy w sklepie bądź pilnować poziomu glukozy we krwi. Czy jednak te ułatwienia związane z czipem nie zostaną okupione pewnymi ustępstwami w sferze prywatności?

Czym dokładnie jest chip?

Biochip, czyli rodzaj chipu (czipu) wszepianego pod skórę, to element elektroniczny umieszczony w żywej tkance zwierząt bądź ludzi. W obu przypadkach posiada on jasno określone zadania – do przypadku zwierząt wrócimy jeszcze w tekście, zatem skupmy się na ludziach. Biochip wszczepiany człowiekowi składa się z czterech głównych części: anteny spiralnej, kondensatora i mikrochipu. Czwartym elementem jest biokompatybilna kapsułka, w której trzy powyższe elementy są zamknięte.

Tego rodzaju chipy nie posiadają wewnętrznego źródła zasilania – reagują tylko na sygnał radiowy wysłany ze skanera. Czip odbierając go, aktywuje się i wysyła sygnał z informacją (która jest w nim zakodowana) do skanera. Warto dodać, że tego typu czipy są przeważnie ograniczone odległością – skaner musi znajdować się relatywnie blisko by móc wysłać sygnał, który trafi do chipu.

Płatność zbliżeniowa chipem

Początki czipów dla ludzi, czyli odrobina historii

Pierwszym człowiekiem, który wszczepił sobie podskórny mikronadajnik, był brytyjski naukowiec Kevin Warwick. Kiedy to w 1998 roku jego ciało zostało wzbogacone o niewielkich rozmiarów urządzenie, wielu uważało, że nadajnik, zwany dziś chipem, powiązany z siecią jego laboratorium i pozwalający na wykonywanie kilku prostych czynności (jak zapalanie świateł), jest zaledwie rozrywkowym skokiem w bok znudzonego naukowca. Prasa oczywiście podłapała temat, nadając mu przydomek “Kapitan cyborg”, jednak sam kapitan długo nim nie pozostał. Po dziewięciu dniach użytkowania chip został usunięty z ciała Warwicka. Wynalazca był jednak zadowolony z wyników swojego eksperymentu – dowiódł w nim, że komunikacja do i z implantu jest jak najbardziej możliwa. Zakończyła się pierwsza faza eksperymentu, który położył podwaliny pod zagadnienie rozpalające obecnie miliony umysłów na całym świecie.

Zalety biochipów – płatność “ręką” i co jeszcze?

Przenieśmy się jednak do czasów nam współczesnych. Jak konkretnie biochip wszczepiony pod skórę może pomóc nam w życiu codziennym? Otóż okazałby się sporym ułatwieniem w przypadku, gdy zapomnieliśmy zabrać portfela na zakupy. Wszczep odpowiednio podpięty pod nasze konto bankowe, mógłby działać na takiej samej zasadzie jak karta płatnicza. Po prawdzie, może nawet nie byłoby sensu korzystać z portfeli – chip mógłby także posiadać nasze dokładne dane, wszystkie informacje, które mamy w naszych dowodach osobistych. Problem ze zgubieniem portfela stałby się przeszłością – wszak wszystkie nasze najważniejsze informacje mamy cały czas “pod ręką” i nigdy się z nimi nie rozstajemy.

Rozmowa video z użyciem biochipa? Teraz to SF ale wkrótce?

Podskórne chipy są również coraz częściej wykorzystywane przez firmy, które cenią sobie bezpieczeństwo – chodzi o to, że pracownicy poddawani są procedurze wszczepienia czipu, który pozwala na identyfikację poziomu uprawnień do otwierania danych drzwi na terenie firmy. Pierwszy taki przypadek miał miejsce… 15 lat temu. Firma z USA zajmująca się monitoringiem wideo, zachipowała swoich pracowników, którzy mieli dostęp do bazy danych – wszystko w celu podwyższenia bezpieczeństwa. Innym przykładem niech będzie przypadek z ostatnich czasów: Three Square Market z Wisconsin zorganizowała wszczepianie czipów 80 swoim pracownikom. Chipy rozmiaru ziarna ryżu zostały wyposażone w moduł RFID i wszczepione w dłoń – miały oferować dostęp do poszczególnych sekcji w firmie, ułatwiać kupowanie jedzenia w stołówce oraz korzystać z komputerów i kserokopiarek. 

Chipowanie pracowników cieszy się również dużą popularnością w szwedzkich spółkach. Ma to pozytywny wpływ na bezpieczeństwo wewnątrz firmy i zmniejsza ryzyko wycieku danych. Czip wszczepiony pracownikowi sprawia, że odchodzi problem z kartami dostępu, które mogą być skradzione bądź zgubione. Zaczipowany pracownik albo jest w stanie otworzyć dane przejście, albo nie. Proste i skuteczne.

biochip
VeriChip, pierwszy na świecie wszczepialny mikroczip do identyfikacji częstotliwości radiowych / Źródło: CNBC

Podskórny kawałek krzemu byłby także pomocny dla lekarzy – informacje jakie by w sobie nosił mogłyby być łatwo dostępne w trakcie wizyty. Odczytując je, lekarz z dużą dokładnością zapoznałby się z przebiegiem naszej choroby, dowiedziałby się o podstawowych rzeczach jak nasza grupa krwi, ostatnie leczenie etc. Z pewnością niosłoby to większy ładunek informacyjny niż sam wywiad z pacjentem (wszak ten może zapomnieć o czymś ważnym), ani nie wymagałoby noszenia na wizyty dużej ilości kartek dokumentujących nasze leczenie. Nie wspominając już nawet o sytuacjach dramatycznych w trakcie wypadku, kiedy to służby ratunkowe potrzebują uzyskać podstawowe informacje o fizjologii poszkodowanego – w takim przypadku informacje z chipa byłyby nieoceniony udogodnieniem.

Na uwagę zasługuje również koncept firmy Smith & Wesson, największego na świecie producenta broni palnej. Polega on na tym, że dana broń będzie “sparowana” z chipem właściciela. Czemu ma to służyć? Otóż użycie takiej broni będzie niemożliwe przez inne osoby, z wyjątkiem tej, której czip przypisany został do niej. Rozwiązanie to ma chronić w przypadku kradzieży jak i zapobiec przypadkowemu postrzeleniu, kiedy to dana broń znajdzie się w ręku dziecka. Dodatkowo dany pistolet lub karabin mogą być wyposażone w tracker GPS, który pozwoli śledzić, gdzie może znajdować się konkretny model oraz kiedy ostatni raz był używany. Koncept ten zapowiada się jako niezwykłe ułatwienie dla służb.

Biochip

Realne zagrożenie płynące z bycia zaczipowanym

Nie będziemy tu rozwodzić się nad teoriami spiskowymi, od których huczy internet –  skupimy się na istotniejszej kwestii, jaką jest realna ocena zagrożenia związanego z biochipami. Technologia ta, z racji wkraczania do świadomości odbiorców, jest często opisywana jako niebezpieczna. Nie ma w tym nic złego, dotyczyło to każdego rodzaju nowinek pojawiających się na rynku. Jakie są zatem główne, potencjalnie złe strony bycia zachipowanym?

  • Bezprzewodowa kradzież tożsamości

Wiąże się z problemem ochrony danych zawartych w pamięci chipu. Informacje, które zawiera, nie są w żaden sposób chronione i mogą być skradzione przez niepowołane osoby, dysponujące odpowiednim sprzętem i wiedzą. Doprowadzić to może do problemu, w którym wszystkie istotne dla nas informacje – numer karty kredytowej, adres, spersonalizowane dane, wszystko to trafia w ręce osób, które mogą to wykorzystać przeciwko nam. Kradzież tożsamości podawana jest jako główny problem związany z implementacją chipów wśród ludzi. I nie powinno to dziwić – można śmiało założyć, że nie bylibyśmy nawet w stanie dowiedzieć się, że nasz chip został zhackowany i odpowiednio na to zareagować. Brak świadomości, że nasze dane wyciekają (albo zostają zmienione po ingerencji hakera), mógłby stać się przyczyną wielu problemów. Należy mieć nadzieję, że wraz z przyjęciem się tej technologii, problem ten zostanie zażegnany poprzez odpowiednie zabezpieczenia danych.

  • Skutki uboczne dla zdrowia

Z całą pewnością możemy śmiało założyć, że długoterminowe, potencjalne skutki uboczne są wciąż nieznane. Z bardzo prostego powodu – nie zostało to dokładnie przebadane. Nauce znane są badania na gryzoniach, które wskazują na powiązania pomiędzy aplikacją chipu a rozwinięciem się nowotworu w miejscu wszczepienia, jednak zwolennicy technologii zarzucają im wybiórczość i negatywne nastawienie, ukierunkowane na wskazanie problemu tam, gdzie go nie ma (pominięcie w badaniach ilości gryzoni u których nowotwór rozwinął się, mimo braku wszczepionego czipu, co czyniło niemożliwym właściwe ustalenie prawdziwego powodu zachorowania u zwierząt). Przypadek ten z pewnością jest jednak czubkiem góry lodowej w temacie bezpieczeństwa życia i zdrowia ludzkiego. Rozwój tej technologii będzie się wiązał z intensywnymi badaniami, których celem będzie rozwianie wszelkich wątpliwości i zapełnianie białych plam w temacie skutków ubocznych.

Innym powodem do przemyślenia jest kwestia “poruszania” się chipu pod skórą – nie jest on wszak do niczego przytwierdzony, może to więc prowadzić do sytuacji, w której urządzenie po prostu znika z miejsca, w którym powinno się znajdować. Taka sytuacja może przysporzyć pewnych komplikacji, jednak wciąż nie jest to problem na skalę tego, związanego z badaniem rezonansem magnetycznym – nic, co jest wykonane z metalu nie może znaleźć się w pobliżu działającej maszyny. Problem ten może być na tyle istotny, że będzie wymuszał czasowe usunięcie chipu z organizmu badanej osoby. Na wzmiankę zasługują również kwestie związane z reakcją alergiczną naskórka, problemy skórne innego typu oraz ryzyko porażenia.

Chip

Chipy wokół nas

Choć sama technologia, jak zostało już napisane, wcale nie jest taka nowa, to jednak pewna część odbiorców wciąż nie jest świadoma jej istnienia. A przecież chipy są dosłownie wokół nas, także pod skórą naszych pupili. Chipy używane są od wielu lat do identyfikowania odnalezionych bądź skradzionych zwierząt (głównie psów i kotów, ale nie jest to regułą). W zasadzie takie mikrochipy niewiele różnią się od tych proponowanych ludziom. Podobnie jak one nie zawierają baterii a ich implementacja jest w zasadzie bezbolesna dla zwierzęcia. Elektroniczne znakowanie zwierząt jest niezwykle pomocne i często pozwala zwrócić właścicielowi jego milusińskiego, który został odnaleziony w znacznej odległości od niego.

Polsko-brytyjski startup

Na osobną wzmiankę zasługuje firma polskiego przedsiębiorcy i jej ostatnie wejście na rynek chipów. Mowa o Walletmor i ich biologicznym implancie płatniczym, opartym na technologii NFC. Umieszczony pod skórą dłoni chip zachowuje się dokładnie tak samo jak smartfon wyposażony w technologię komunikacji na bliskim zasięgu. W związku z tym, według twórców, implant jest w stanie obsłużyć płatności na całym świecie, przez każdy terminal obsługujący płatności zbliżeniowe. Technologia jest cały czas rozwijana, jednak już teraz możliwy jest zakup – cena to 199 euro. 

Lubisz świat nauki? Polecamy najpopularniejsze seriale i filmy naukowe na Netfliksie.

Stosunkowo niedawne wejście na rynek wiąże się również z pewnymi ustępstwami – by móc korzystać z implantu, trzeba być obywatelem (lub przebywać na terytorium) jednego z 32 krajów, wymienionych na stronie producenta. Jak dotąd są to tylko kraje znajdujące się na terytorium Europy. Dodatkowo implant musi być sprzężony z platformą iCard, odpowiadającą za obrót naszymi pieniędzmi, która nie obsługuje płatności w złotówkach. Jedynym wyjściem z sytuacji jest płatność w walucie euro, jednak wiążę się to z niekorzystnym kosztem przewalutowania. Należy mieć jednak nadzieję, że z czasem twórcy przezwyciężą wszelkie niedogodności, które wpływają na obecne ograniczenia tego przedsięwzięcia.

Bycie zaczipowanym – kwestia czasu dla każdego z nas?

Zagadnienie chipowania ludzi wdarło się szturmem do ludzkich umysłów, rozgaszczając się przy tym – już raczej na stałe. Możemy śmiało założyć, że rozwój tej technologii będzie stale prowadzony i wraz z biegiem czasu stanie się to czymś popularnym, jak miało to miejsce w przypadku komputerów, telefonów komórkowych itp. Pamiętajmy, że z tymi technologiami związanych było również wiele niewiadomych. W naszej naturze jednak leży kwestionowanie wszystkiego, a zwykła ludzka przezorność od zawsze towarzyszyła nowinkom technologicznym. Jest ona jak najbardziej wskazana, wszak to technologia ma służyć nam – a nie na odwrót.

25
8

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.