1. Scroll
  2. /
  3. Recenzje
  4. /
  5. Dying Light 2 – recenzja. Po łebkach (zombie) do celu

Recenzje

04.02.2022 16:27

Dying Light 2 – recenzja. Po łebkach (zombie) do celu

Gry
16
1
0
16
1

Dying Light 2 to gra od polskiego studia Techland, której premiera miała miejsce 4 lutego tego roku. Na kontynuację musieliśmy trochę poczekać, ponieważ wydanie było parę razy przekładane. Jakie są moje wrażenia po kilku godzinach z grą? Zapraszam.

Techland nie miał łatwego zadania podczas przygotowywania Dying Light 2. Gracze zakochani w pierwszej części gry, oczekiwali równie udanej kontynuacji. Podczas premier pojawia się zawsze lekki niepokój, czy aby na pewno tytuł jest dobrze wykonany, a nasze pieniądze okażą się dobrze spożytkowane. Bez obaw, Dying Light 2 to gra, która Was z pewnością nie rozczaruje. Przygotujcie sobie wygodny fotel do grania, bo w sequelu od Techlandu jest co robić!

Warto powiedzieć, że najnowszy tytuł wśród społeczności budził pewne obawy z powodu przekładania daty premiery. Nic dziwnego, spójrzmy na sytuację Cyberpunka 2077, który pomimo wielu zmian i obietnic, w momencie wejścia do sklepów okazał się… sporym niewypałem. Szczerze mówiąc, sam obawiałem się, że otrzymując grę do testów kilka dni przed premierą napotkam tam coś niedokończonego – jak dobrze, że to był tylko zły sen. Dying Light 2 to kocur, choć drobnych uwag nie zabraknie – zaczynajmy.

Dying Light 2 w skrócie – o co chodzi w fabule

Kontynuacja gry od Techlandu, na dobrą sprawę, nie jest związana z pierwszą częścią. Okej, łączy je coś wspólnego, czyli ta obecność strachu, jak i samych zombie. Osoby, które nie miały styczności z „jedynką” nie stracą fragmentu jakiejś historii, czy klimatu. Motyw głównego wątku fabularnego jest dosyć prosty – nasz bohater, Aiden, poszukuje swojej zaginionej siostry o imieniu Mia. Względem pierwszej części, czas akcji w Dying Light 2 dzieje się w 2034 roku, czyli kilkanaście lat później. 

Sprawdź też: Rainbow Six: Extraction – recenzja. Tego się nie spodziewałem

Po tym jak śmiertelny wirus z Harran rozprzestrzenił się na cały świat, znajdujemy się w nowym mieście Villedor, w którym będziemy zmagać się z wieloma wyzwaniami. Nasz protagonista to pielgrzym, czyli osoba podróżująca po świecie pełnym nieumarłych. Jego zadania wśród społeczności to min. przekazywanie cennych informacji pomiędzy zgrupowaniami, czy dostarczanie zasobów na zlecenie. Można rzec, że pielgrzymi to tacy kurierzy w stylu Beara Gryllsa. 

dying light 2 recenzja
Świat gry jest dosyć nieprzyjazny

Najważniejszą zmianą w stosunku do pierwszej części to nieliniowość fabuły. W Dying Light 2 nasza postać stawia czoła wielu decyzjom, które wpływają na to czy w danym miejscu narobimy sobie wrogów, czy też nie. To oczywiście nie wszystko, Aiden Caldwell lądując w tym mieście zostaje wmieszany w polityczne problemy. Z tego względu nasze wybory będą dotyczyć także tego, jaką frakcję chcielibyśmy poprzeć i po jakiej stronie stoimy. Co więcej, te dylematy z jakimi się zmierzamy, faktycznie działają – nie udają one czegoś co nie istnieje.

Reklama

Co mogę spotkać w Dying Light 2?

Jeżeli nie grałeś w pierwszą część tej serii, to przede wszystkim musisz przygotować się na 3 rzeczy – zombie, żywych przeciwników i mnóstwo parkouru. Dying Light to seria gier opierających się głównie na specyficznym sposobie przemierzania miasta. Trwająca epidemia spowodowała, że jedynym potencjalnie bezpiecznym miejscem do życia pozostają dachy budynków, ponieważ w ciągu dnia zombie zdecydowanie nie lubi przebywać na powierzchni. To potwory wrażliwe na światło słoneczne i światło UV, które wielokrotnie uratuje Ci skórę (o tym za chwilę).

KODY RABATOWE MORELE

Najnowsze dzieło Techlandu nie rozczarowuje ilością przeciwników, choć względem pierwszej części jest tak jakby… prościej. Poprzednio, nadchodząca noc była momentem mrożącym krew w żyłach. Gdy zapadał zmrok, na ulicę wychodziły umarlaki, którzy byli znacznie silniejsi od tych spotykanych w ciągu dnia. W Dying Light wychylenie nosa w nocy było ogromnym wyzwaniem, bardzo stresującym i pompującym hektolitry adrenaliny. W najnowszej części zrezygnowano z takiego hardkorowego podejścia do sprawy. Taka decyzja wynikała głównie z tego, że gracze w pierwszej części po prostu się bali nocy i nie eksplorowali tak dużo miejsc, jak to możliwe. W mojej opinii, to zabieg na plus – gra nie przynosiła mi przyjemności gdy zapadał zmrok.

Sprawdź też: Back 4 Blood – recenzja. Duchowy spadkobierca Left 4 Dead?

Obecnie w nocy także łatwo doprosić się o problemy, a więc lampy UV wielokrotnie nas ocalą – po prostu tryb nocny jest trochę uproszczony. W grze możemy walczyć w różny sposób, przy pomocy broni tnących, obuchowych, dwuręcznych, a nawet łuku. Do dyspozycji zostają nam także znane wcześniej kopnięcia i uniki. Przeciwników żywych także znajdzie się kilku, w różnych rejonach miasta spotkamy strażników, renegatów, czy innych bandytów z którymi możemy stoczyć bój – jeśli chodzi o walkę, jest jej bardzo dużo, ale (co ważne!) nie jest to jedyny sposób na rozwiązanie sprawy. W mojej opinii Dying Light 2 postawił bardziej na rozwinięcie parkouru i eksploracji, więc często nie musimy przedzierać się ulicą przez hordy zombie. Od czegoś mamy infrastrukturę miasta, prawda?

Jakie jest Dying Light 2? Opis rozgrywki

Spoglądając na grę jako całość – jest to bardzo dobrze wykonany tytuł. W momencie pisania tej recenzji, na platformie Steam gra osiągnęła 77% opinii pozytywnych. Nie wynikają one z niczego. Techland dopieścił gameplay, a więc o jakichś dużych niedoróbkach wieku młodzieńczego nie ma absolutnie mowy. Za co chciałbym pochwalić Dying Light 2? Zacznijmy po kolei.

dying light 2 crafting
Crafting przyda się w potyczkach z umarłymi

Fabuła, wszak jestem osobą, która bardzo zwraca na nią uwagę. Czym by była gra, gdyby nie wątek fabularny trzymający nas w zainteresowaniu i napięciu. Poszukiwania siostry Aidena zaciekawiły mnie od samego początku, a więc generalnie wczułem się w postać. Pomysł na scenariusz twórcy mieli interesujący, choć nie każdego może on porwać. Wątki poboczne istnieją, jest ich całkiem sporo, jedne są lepsze, drugie są gorsze. 

Co prawda, dialogi wśród NPCów, są raczej mało ciekawe w porównaniu do tych w Wiedźminie 3: Dziki Gon. Rzadko kiedy zatrzymywałem się, aby posłuchać co w świecie piszczy. Nie będę tutaj spoilerował zakończenia, ani dokładnych szczegółów, ale pojawiają się przesłanki, że zakończenie gry jest trochę rozczarowujące – to jednak pozostawiam do opinii indywidualnej. Generalnie, wątek fabularny w mojej opinii jest całkiem, całkiem, dialogi z nim związane nie są męczące.

Każdy może się poczuć jak David Belle

Drugą rzeczą godną pochwały jest eksploracja i parkour. Jeśli chcemy dziesiątkować nieumarłych, nie ma z tym większego problemu, jednak wszystko może się kiedyś znudzić. Dostępność parkouru jest dobrym zabiegiem, aby zrównoważyć tą całość. Wiele razy przemierzając miasto Villedor, nie miałem ochotę na konfrontację z gryzoniami. Gra w tym momencie zmusza nas do intensywnego pomyślenia, gdzie się wspiąć jak kocur, aby uniknąć konfrontacji. Nie muszę wspominać o nocy, kiedy zdecydowanie lepiej unikać podróżowania po drogach publicznych. 

Parkour świetnie się składa z eksploracją, ponieważ jest jej OGROM. Miasto w porównaniu do pierwszej części jest ok. 4 razy większe, a poszczególnych miejscówek, lokacji wydaje się, że jest nieskończenie wiele. CDPR powinien uczyć się od Techlandu jak ożywiać miasto różnymi ciekawostkami. Dying Light 2 zachęca do eksploracji, ponieważ nawet gdy skaczemy sobie bez celu, zaglądamy w różne miejsca – gra nagradza nas jakąś skrzynką z np. unikatowym przedmiotem (nie są to śmieci, jak to było w serii Assassin’s Creed)

dying light 2 zombie
Eksplorując pomieszczenia można znaleźć przedmioty i … zombie!

Najnowsze dzieło twórców jest na tyle interesujące samo w sobie, że czasem często biegałem bez celu, skakałem, bo może gdzieś za rogiem zobaczę coś ciekawego. Pod tym względem świetna robota! Ciekawostka, przy produkcji gry współpracowano z Davidem Belle, czyli „ojcem” techniki parkour. W grze spotkamy postać, która wizerunkowo bardzo przypomina tego sportowca, przypadek?

Kierunek RPG i survival

Dying Light 2 także chciałbym pochwalić za większy nacisk na RPG i survival – od początku gry otrzymujemy mini samouczek pokazujący nam, że warto kolekcjonować rzeczy. Jak w każdej grze tego typu, zamieniłem się w odkurzacz z Teletubisiów, który czyścił każdą szafkę, torbę i kosze. Warto to robić, ponieważ niektóre przedmioty przydadzą nam się np. w misjach.

Sprawdź też: GTFO – pierwsze wrażenia z rozgrywki. Jest STRASZNIE

Ukierunkowanie w rozwój postaci także znacznie ulepszono. Nasz protagonista może być wzmacniany w różny sposób. Oczywiście otrzymujemy punkty doświadczenia, dzięki którym możemy kupować nowe umiejętności, ale warto także zbierać inhibitory! Craftingu jest całkiem sporo i wydaje się on znacznie bardziej przydatny niż w Wiedźminie, ale może to tylko moje subiektywne odczucie. Broni jest bardzo dużo, ale co chciałbym podkreślić, to zawiódł mnie brak możliwości ich naprawiania. Tak więc, jeżeli znajdziesz swoją ukochaną broń, to za jakiś czas się z nią musisz pożegnać. Narzędzi do tłuczenia zombie oczywiście jest sporo, ale… ja jestem zwolennikiem używania ulubionej broni. Tak czy inaczej, widać, że zastosowanie otwartego świata dobrze wykorzystywano implementując więcej gałęzi RPG do gry.

Problemy w Dying Light 2 – czy jest na co narzekać?

Przed rozpoczęciem gry, producent poinformował o możliwych drobnych błędach, które zostaną poprawione wkrótce – po przeczytaniu tej wiadomości od razu pomyślałem, że czeka mnie drugi Cyberpunk 2077. Tak się nie stało! Jeżeli chodzi o gameplay, gra jest totalnie grywalna, nie wpadniecie pod mapę, nie zgliczuje Wam się postać – brawo Techland. Generalnie Dying Light 2 stoi solidnie na swoich nogach, ale doszukałem się pewnych drobiazgów, które psują efekt wow.

Na samym początku rozgrywki spotykamy znajomego Aidena. Przedzierając się razem przez las, czasem możemy zauważyć lekkie zacięcia animacji. Ta płynność czasem bywa jakby zakłócona, a ruchy postaci są trochę nie do końca skoordynowane. Wiele razy zdarzyło się przyciąć dźwięk w grze, np. podczas dialogów lub puszczanej muzyki w tle. Głównie takie błędy wychodzą podczas załączania sekwencji animacji, w której tracimy kontrolę nad postacią.

dying light 2 parkour
Warto korzystać z lornetki, aby znaleźć ciekawe miejscówki

W mojej opinii sterowanie i animacje bywają dziwne, szczególnie podczas parkouru. Sporadycznie, choć doświadczyłem takich sytuacji. Czasem moja postać nie potrafiła chwycić się tyrolki, albo podczas skakania Aiden podciągał się w nienaturalny sposób co wyglądało nietypowo. Podczas biegu zdarza się, że animacje nie są na tyle szybkie, że akcja zwalnia. Może się czepiam, ale musiałem o tym powiedzieć. Nie oszukujmy się, to wciąż są drobnostki, które być może niebawem zostaną poprawione.

Reklama

Poważny dylemat – optymalizacja pod RTX 

Dysponuję prywatnie komputerem, który nie powinien mieć problemu z uruchomieniem gry z włączonym ray tracingiem. Ku mojemu zdziwieniu, przy włączeniu trybu RTX na minimalnych ustawieniach, gra zdecydowanie straciła na płynności. Nie mierzyłem ilości klatek, lecz to na pewno nie była stała liczba nawet 30 FPS. O ustawieniu najwyższych parametrów nawet nie mówię, ponieważ wtedy gra nie nadaje się do rozgrywki. Być może problem leży w braku DLSS? Reasumując, bawić musiałem się w trybie ustawień wysokich, bez RTXa.

Sprawdź też: Konfigurator zestawu komputerowego PC. Wybieramy podzespoły do wymarzonego peceta

W porównaniu do Cyberpunka 2077, grafikę mam w nim ustawioną na maksymalnie co się da, a gra wciąż utrzymuje płynność. Oprawa graficzna w tytule od Techlandu zasługuje na gromkie brawa, ponieważ miasto i natura wygląda pięknie, ale coś poszło nie tak z wykorzystaniem ray tracingu. Poniżej specyfikacja komputera na jakim uruchomiłem Dying Light 2.

  • Procesor: AMD Ryzen 7 3800X
  • Płyta główna: MSI MPG B550 Gaming Plus
  • RAM: 32 GB RAM DDR4 3200MHz CL16
  • Karta graficzna: GeForce RTX 3060 12GB
  • Dysk: SSD Crucial 500GB M.2 PCIe NVMe P5
  • Zasilacz: Cooler Master MWE GOLD-V2 750W 80 Plus Gold

Może to kwestia błędów wieku dziecięcego, choć szczerze mówiąc czekam na poprawę w tym temacie, bo podczas przełączania się na tryb RTX, gra wygląda naprawdę bajecznie.

Dying Light 2 – podsumowanie

Techland stworzył coś wyjątkowego i ponownie pokazuje, że „umie w gry”. Możliwości jakie stawia przed nami są niesamowite, a eksploracja, ukryte ciekawostki spotkane w zakamarkach miasta, to coś, co powoduje, że w tą grę chcę się ciągle grać. Deweloper zmienił podejście do sequela, to widać gołym okiem. Np. w pierwszej edycji, nocne wyprawy to była kwestia dosyć niebezpieczna. Obecnie pierwszą podróż po zmroku odbywamy prawie na samym początku. Jeżeli miałbym nazwać tą grę w jednym słowie, powiedziałbym: zbalansowana.

dying light 2 bazar
Choć grafika jest piękna, to wydajność w trybie RTX ON wypada dosyć słabo.

Wszystkie części, z których jest stworzona gra, na tyle ze sobą współpracują, że tworzą wyjątkową całość. Nie rzuca się w oczy jeden parametr, który kuleje w tej grze. Okej, jeśli miałbym znaleźć najsłabsze ogniwo to byłaby nią fabuła, choć dla mnie wciąż pozostaje interesująca. Opowieść to kwestia indywidualna, jednego porwie, drugiego niekoniecznie. Jeśli jednak historia Aidena i jego siostry nie chwyciła za serce, spokojnie, w mieście nie będziesz się nudził. Techland postawił na nasycenie miasta w różne drobne smaczki – warto ich szukać.

Reklama

Zapomniałbym, jeśli chodzi o muzykę – jest po prostu dobra. Pasuje do klimatu gry, choć nie porwała mnie tak jak w grach CD Projektu. Oczywiście, drobne detale mogą kłuć w oczy, czasem nasz bohater nie podciąga się podczas skoków, efekt dźwiękowy się laguje. Na szczęście nie ma tego dużo, to pocieszające. Osobiście czekam tylko na poprawę płynności gry na trybie z włączonym śledzeniem promieni i będę w pełni usatysfakcjonowany. Pamiętajmy, to dopiero dzień premiery, a Dying Light 2 jest zwarty i gotowy do akcji. Świetna gra na dziesiątki godzin rozgrywki, którą zdecydowanie warto przejść przynajmniej raz.

dying light 2 recenzja

Podsumowanie:
Dying Light 2 przypomina, że Polska nie tylko Wiedźminem żyje! Najnowsza produkcja Techlandu pod wieloma względami zachwyca, choć można pokręcić nosem nad pewnymi rzeczami. Sequel udoskonala to, co było już świetne w jedynce i ponownie intryguje niezwykłym klimatem, który wręcz wylewa się z monitora. Długo czekałem na ten tytuł, miałem wielkie oczekiwania i prawie wszystkie zostały spełnione. Brawo!

OCENA: 9/10

Kopię gry Dying Light 2 na PC otrzymaliśmy do recenzji od firmy Techland.

16
1

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.