1. Scroll
  2. /
  3. Technologia
  4. /
  5. Wycieczka na koniec internetu? Podążaj za mną, będę Twoim przewodnikiem

Technologia

3 miesiące temu

Wycieczka na koniec internetu? Podążaj za mną, będę Twoim przewodnikiem

Online
8
2
0
8
2

Niewielu może powiedzieć o sobie, że dotarło na koniec internetu. Zresztą, czy internet ma jakiś koniec? Dzisiaj możemy powiedzieć, że raczej tylko wtedy, kiedy skończy nam się transfer danych albo wypadniemy z zasięgu sieci. 

Zdarza Wam się wysyłać znajomym śmieszne memy? Ja robię to regularnie i traktuję wysyłanie zabawnych obrazków jako formę podtrzymania kontaktu z bliższymi i dalszymi znajomymi. Rzecz nie do przecenienia w czasach pandemii. Wychodzi jednak na to, że moje poczucie humoru budzi mieszane emocje – eh, gdybym dostawał dychę za każdym razem kiedy słyszę “skąd ty to wziąłeś, dotarłeś na koniec internetu?!”

Koniec internetu – co to jest? Gdzie to jest?

Czy istnieje coś takiego jak koniec internetu? Takie zagadnienie możemy rozpatrywać w różny sposób, ale zgodnie z tym, co wspominałem we wstępie, najbliżej prawdy wylądujemy, mówiąc o zbliżającym się wyczerpaniu limitu danych komórkowych. Jeśli nie będziemy mieli pakietu gigabajtów/kasy na koncie ani dostępu do wi-fi, to z oczywistych względów z internetu nie skorzystamy. Podobnie będzie wyglądała sytuacja, gdy koparka przetnie światłowód idący do Twojego domu…

Koniec internetu? Byłem, zobaczyłem – moje życie się nie zmieniło

Nieszczęśliwy wypadek na budowie czy drobny przewrót wojskowy (jak to ma miejsce ostatnio chociażby w Birmie) mogą pozbawić mniejszą lub większą społeczność dostępu do sieci. Czasem na parę godzin, może na kilka dni. To chyba i tak nieźle w porównaniu z tymi, którzy dostępu do sieci zwyczajnie nie mają. A jest ich znacznie więcej, niż Ci się wydaje. 

Według danych GUS w Polsce prawie 10% ludności nie ma dostępu do internetu. To są przecież liczby idące w miliony! A jesteśmy krajem całkiem nieźle rozwiniętym w tym zakresie. Są państwa (i to duże) w Azji czy Afryce, gdzie nawet 20% obywateli nie ma w ogóle dostępu do sieci. Zatem jeśli w ten czy inny sposób skończy Ci się internet, albo irytuje Cię kolejny durny mem (wzięty prawdopodobnie z deep webu), to pamiętaj – niektórzy nie dotarli do końca internetu, bo nie znaleźli jeszcze jego początku.

Internet zawsze przy sobie? Chipowanie ludzi w praktyce.

To nie Matrix, to darknet

Jeśli podobnie jak Neo z Matrixa siedzisz po nocach buszując po sieci i szukając nie wiadomo czego (memów?), możesz w końcu trafić do zakątków, które są już w zasadzie poza internetem. Na początek wylądujesz w deep webie, czyli (w dużym uproszczeniu) na stronach, jakich próżno szukać w Google. Nie są one bowiem w ogóle indeksowane (brane pod uwagę) przez “zwykłe” wyszukiwarki. 

Dalszym krokiem może być dla Ciebie wizyta w darknecie, do którego dostęp uzyskasz jedynie za pomocą specjalnej przeglądarki. Według miejskich legend to miejsce pełne brudu i rozpaczy, w którym królują pedofile i mordercy na zlecenie. Nie wszystkie te rewelacje są prawdą, bowiem w darknecie całkiem sporo “normalnych” społeczności, a znaczna część rzekomych handlarzy bronią czy narkotykami to zwykli drobni oszuści, którzy chcą oskubać kogoś z paru bitcoinów i zniknąć. Gdybyśmy mieli jednak nazwać miejsce, jakie można by określić końcem internetu, darknet byłby moim kandydatem nr 1. 

Legendy mówią, że w darknecie swobodnie możemy kupić prawdziwą, nielegalną broń. Ja zostaje przy zakupach w CSGO

Koniec internetu – definicja. Czy internet może się skończyć?

Internet przez wielu uważany jest za jeden z największych wynalazków w dziejach ludzkości. Choć sam obstawiałbym tutaj lodówkę, nie ma wątpliwości co do tego, że wpłynął on na nasze życie w sposób absolutnie kolosalny. Nie wierzysz? Spróbuj się obyć bez dostępu do sieci przez rok. Miesiąc? Tydzień? Chociaż dzień! Dla osób, które od urodzenia mają kontakt z internetem, nawet taka 24-godzinna rozłąka z siecią może być ekstremalnie trudna. 

Ludzkość od początku zachłysnęła się możliwościami jakie daje WWW, jednak już u zarania tej sieciowej rewolucji słychać było głosy sceptyczne. Nie brakowało także śmieszków, którzy zachęcali do odejścia od komputera i wyjścia na dwór (jeśli jesteś z Krakowa – na pole). Oni też tworzyli tzw. ostatnie strony – informowały one, że użytkownik dotarł do końca internetu. Dzisiaj możemy patrzeć na te relikty lat ‘90 ubiegłego wieku jak na pierwsze memy. To one są moim zdaniem symbolicznym końcem internetu – gdyż tego „realnego” krańca zwyczajnie nie ma.

Gdzie jest Twój koniec internetu

Większość osób korzysta z internetowego medium dość biernie. Najświeższe informacje podsyła sam wujek Google, względnie pokazują się one na facebookowym wallu. Tutaj jakiś mail, a to fotka na Insta i ulubiony portal lub kanał na YT. Dla “zwykłego człowieka” społeczności na reddit to czarna magia, a 4chan siedlisko hakerów. Ktoś taki, uraczony memem z jednorożcem ujeżdżanym przez kota, faktycznie może zapytać, czy został on wzięty z końca internetu.

Sieć nie jest jedną wielką społecznością, ale bardzo skomplikowanym systemem mniej lub bardziej połączonych ze sobą wysepek. Jedni poruszają się po nich z prędkością błyskawicy, inny nie wychylają nosa poza własne poletko. Ale prawdopodobnie nikt nie był na samym końcu

Elon Musk ze swoim Starlinkiem chce doprowadzić internet na każdy zakątek globu – nie robi tego jednak z dobroci serca, usługa póki co nie jest zbyt tania

Ja chce mieć swój własny internet!

O tym podziale wirtualnego świata na odcięte od siebie wysepki przypominamy sobie ostatnio coraz częściej. W moim odczuciu dążenie pewnych podmiotów do uzyskania “sieciowej niezależności” stanie się zalążkiem do końca internetu – może nie per se, ale do końca w takiej formie, w jakiej znamy go dzisiaj. Nie wierzysz? Spróbuj zalogować się z Polski na stronie Disneya i obejrzeć Mandalorian

O ile brak możliwości legalnego obejrzenia nowego serialu jest jedynie drobną upierdliwością, tak brak dostępu do niezależnych informacji jest smutną rzeczywistością w pewnych miejscach. Chiny przejęły tutaj pałeczkę pierwszeństwa, skutecznie blokując dostęp do wielu witryn oraz pozbawiając internautów Państwa Środka wszelkiej anonimowości – jeszcze zanim to stało się modne. Jeśli brak dostępu do wyszukiwarki Google nie jest końcem internetu, to ja nie wiem, co nim jest. 

Ale być może znajdziemy odpowiedź w… Rosji. Tamtejsze władze kilka lat temu postanowiły uniezależnić kraj od obcych wpływów, poprzez przekierowanie całego ruchu sieciowego w państwie na serwery znajdujące się na terenie Federacji Rosyjskiej. Pierwsze próby były ponoć bardzo udane. Cała akcja w teorii ma zwiększyć bezpieczeństwo rosyjskich internautów, aczkolwiek nie da się ukryć, że dla panującej władzy jest to okazja do kolosalnego zwiększenia kontroli nad własnym społeczeństwem. W skrajnych wypadkach możliwe bowiem będzie całkowite odcięcie Rosji od sieci. 

Internet już teraz jest mocno podzielony – w Polsce nie da się oficjalnie korzystać z wielu usług i serwisów

Pan pozwoli, że sobie przeczytam tego maila

Choć sytuacja w Chinach i Rosji może wzbudzać nieprzyjemne skojarzenia z twórczością George’a Orwella, w krajach kojarzonych tradycyjnie z wolnością i demokracją wcale nie jest kolorowo. Rewelacje ujawnione przez Edwarda Snowdena pokazały, że amerykańscy urzędnicy bardzo lubią przeglądać prywatne maile – nie tylko własnych obywateli. Permanentna inwigilacja odbywa się poprzez analizę ruchu sieciowego serwerów znajdujących się na terenie USA, a także przy ochoczej (najwyraźniej) współpracy amerykańskich korporacji.

Żeby było jasne – służby Wujka Sama mają dość swobodny dostęp również do danych pochodzących choćby i z Europy. Stąd rosyjskie próby odcięcia się od tego wspólnego bagienka mogą znaleźć nie tylko zrozumienie, ale i naśladowców. Zainteresowanie uniezależnieniem “naszego” internetu od Ameryki wyrażają także przywódcy państw europejskich. Możemy zatem pewnego dnia obudzić się w zupełnie nowej sieciowej rzeczywistości. Nie będzie to wprawdzie ostateczny koniec internetu, ale tak mocno podzielona sieć nie będzie już tym samym. 

Sam internet czysto teoretycznie nie ma końca. Nie ma ani pierwszej, ani ostatniej strony. To my, użytkownicy sami wyznaczamy sobie te granice. Dlatego dla większości z nas początkiem będzie ekran wyszukiwania Google. Druga strona wyników to już w zasadzie darknet – szczególnie jeśli jesteś specjalistą od SEO i liczy się dla Ciebie tylko top 3. 

Szybki i stabilny internet? Pomoże dobry router

8
2

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.