1. Scroll
  2. /
  3. Recenzje
  4. /
  5. Elden Ring – recenzja. Czy to soulsy dla każdego?

Recenzje

03.03.2022 15:28

Elden Ring – recenzja. Czy to soulsy dla każdego?

Gry
17
0
2
17
0

Elden Ring w końcu zadebiutowało na rynku, zbierając przy tym rewelacyjne noty. Czy kolejny symulator umierania od From Software jest taki świetny? Zależy jak na to spojrzeć, ale ja bawiłem się świetnie, a co nabluzgałem, to moje.

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że żaden ze mnie wielki fanatyk soulsów. Owszem, doceniam te gry, szczególnie za ich niezastąpiony klimat, ale na pewno nie mogę nazwać się ekspertem. Ot, czasem nachodzą mnie takie masochistyczne myśli, żeby odpalić którąś z produkcji Miyazakiego.

Znakomite zwiastuny, tworzenie całej tej otoczki wokół tego tytułu, a także udział George’a R.R. Martina – wszystko to sprawiło, że z niecierpliwością wyczekiwałem premiery Elden Ring, wobec którego zacząłem mieć coraz większe oczekiwania. Większość z nich faktycznie została spełnionych, poza najważniejszym – dalej miałem ochotę roztrzaskać pada o ścianę.

Elden Ring – wszędzie zachwyty. Czy na pewno słuszne?

Wcześniej wspomniałem, że należę bardziej do każualowego typu graczy, jeżeli chodzi o soulsy. Niestety, czy to Demon’s Souls, czy Dark Souls to często bywało tak, że w pewnym momencie odłożyłem te gry na bok i przez kilka miesięcy ich nie ruszałem, bo potrzebowałem nieco odpoczynku. Z Elden Ring było inaczej.

Najnowsze dziecko From Software wprowadziło dość konkretne zmiany w rozgrywce – teraz w końcu po ludzku można skakać, otrzymaliśmy możliwość tworzenia przedmiotów, postać rozwiniemy z poziomu każdego ogniska czy zyskaliśmy możliwość ujeżdżania konia. Wszystko to znacząco wpłynęło na próg wejścia w soulsowy świat, ale niestety ten dalej pozostaje niezwykle wysoki. Jeżeli wcześniej ktoś nie był zainteresowany grami japońskiego studia, to i Elden Ring raczej ich nie przyciągnie.

Tuż przed premierą tytuł ten obsypany został praktycznie samymi „dziesiątkami”. Czy słusznie? Zależy jak na to spojrzeć. Fanatycy soulsów faktycznie mogą być wniebowzięci i przymknąć oko na pewne mankamenty (np. optymalizacja!). Ja trochę częściej kręciłem nosem, ale nie zmienia to faktu, iż to dalej jedna z lepszych produkcji, w jakie było mi dane ostatnio zagrać!

elden rings dark souls
„Elden Ring”, to na dobrą sprawę kolejne „Dark Souls” i nie mam z tym żadnego problemu

Sprawdź też: Największe premiery gier na marzec 2022 (PC, PlayStation, Xbox, Switch)

To tylko albo aż kolejny Dark Souls

Choć From Software w teorii przygotowało zupełnie nowy tytuł, tak nie da się ukryć, że mimo wszystko Elden Ring równie dobrze mógłby zostać nazwany Dark Souls 4 i raczej nikt nie miałby z tym problemu. Ogniska to teraz łaski, a dusze to runy i tak się różnią od czołowej serii From Software, że do tej pory nie przestawiłem się na te nowe nazwy.

Reklama

To samo tyczy się poziomu trudności. Choć faktycznie skok i jazda konna są sporym udogodnieniem, tak napis „nie żyjesz” dalej wyskakiwał mi na ekranie dość często. Muszę jednak przyznać, że sam początek gry nie był aż taki zły, na dobrą sprawę wszystko zaczęło się od pierwszego „poważnego” bossa – Margita. Tutaj pierwszy raz musiałem się cofnąć i bardzo się z tego cieszę – bardziej zacząłem doceniać tę produkcję. Jak to możliwe?

Świat, który zachwyca na każdym kroku

Po stworzeniu postaci zostajemy wrzuceni w pewną lokację, gdzie na końcu czeka na nas boss, który dwoma uderzeniami wysyła nas do grobu (chociaż hardkorowcy mogą próbować sił w pokonaniu go, da się!). Tym sposobem trafiamy na cmentarzysko, a z niego już do „właściwej” lokacji. 

Na samym początku byłem iście zachwycony. Zamiast wąskich korytarzy zostałem rzucony na głęboką wodę, nie bardzo wiem, o co chodzi, a jak to zwykle w soulsach bywa – informacji doszukiwać się trzeba po kątach. Ponoć mam biec za złotą smugą. No to biegnę. Tym sposobem trafiam na Margita nieco szybciej, niż powinienem. No to wracamy!

Dopiero wtedy poczułem, że to faktycznie nie takie typowe soulsy. Nie pozostało mi nic innego, jak eksplorować otwarty przede mną świat, konfrontować się z nowymi kreaturami, odkrywać przeróżne zakamarki i jaskinie, w których można znaleźć przeróżne dobroci. Ostatecznie udało mi się dorwać handlarza, który miał w posiadaniu przedmiot, dzięki któremu ostatecznie zgładziłem oponenta. 

W międzyczasie też niejednokrotnie zachwycałem się krajobrazem. Przepiękne, gotyckie budowle, gęsta atmosfera, świetna gra świateł, aż żałuję, że zabrakło trybu foto – zdjęcia bym robił jak szalony. Trudno też nie jest wspomnieć o REWELACYJNYM designie oponentów, którzy stają na naszej drodze. Zarówno tych bardziej ludzkich, jak i mniej. O bossach nawet nie wspominam, bo tym razem From Software wręcz przeszło samo siebie! 

No dobra, a jaki wkład miał George R.R. Martin?

Twórcy bardzo głośno krzyczeli o tym, że przy grze pracuje autor sagi Pieśni Lodu i Ognia. Nie ukrywam – z tego względu miałem nadzieję, że tym razem dostaniemy tryb fabularny z prawdziwego zdarzenia. Nic bardziej mylnego. Sposób narracji w Elden Ring nic się nie zmienił, dalej wszystko musimy odkrywać na własną rękę i rzadko kiedy otrzymujemy informacje wprost. No to gdzie w tym wszystkim George R.R. Martin?

Ponoć to on zajął się wykreowaniem całego świata i nie da się ukryć – czuć w tym jego rękę. Choć „mechanicznie” faktycznie całość niczym nie odbiega od soulsów, to różnice w otaczającym nas świecie widać i czuć na każdym kroku. Z drugiej strony trudno nie odnieść wrażenia, że to wszystko jednak było tylko częścią marketingu – jestem przekonany, że Miyazaki i spółka spokojnie mogliby stworzyć coś dosłownie identycznego. 

Gameplay, czyli idź, zgnij, zabij. Kolejność dowolna 

Jak natomiast wypada sama rozgrywka? Cóż, jej trzon dalej pozostaje identyczny. Po pierwsze – śmierć. Dalej bolesna, bo jeżeli nie odzyskamy naszych utraconych run, to te przepadają, a co za tym idzie – opóźniamy rozwój naszego zmatowieńca (tym bowiem jest nasza postać). Gra nie głaszcze nas po główce, tylko karze za błędy. Zazwyczaj z tego powodu ludzie rezygnują z produkcji From Software. Elden Ring wypada trochę inaczej pod tym względem… czemu?

Ogniska (tzn. łaski) rozmieszczone są dosłownie co chwilę, a my z poziomu mapy możemy swobodnie się między nimi poruszać. Dlatego trudno jest aż tak się złościć, kiedy wystarczy przejść kawałek i odzyskać to, co do nas należy. Z drugiej strony, nawet kiedy np. utkniemy na bossie i jednak poczujemy, że podexpić i tak trzeba, to właśnie ta swoboda w podróży mocno ratuje sytuację – w dowolnej chwili przenosimy się do jakiegoś miejsca, które może obfitować w spore ilości run i tyle.

elden ring poradnik
Świat w dużej mierze będziemy eksplorować na naszym rumaku

Sama walka w Elden Ring także sprawia dużo frajdy (choć do rewelacyjnego poziomu z NioH 2 dalej jest daleko), szczególnie że często przyjdzie nam kombinować z ekwipunkiem. Osobiście wybrałem klasę samuraja, który to początkowo posługuje się kataną oraz łukiem – ten drugi niejednokrotnie okaże się zbawienny. Dodatkowo, poza standardowymi zaklęciami, gracz może przypisać do broni tzw. popioły wojny – specjalne ruchy, które bywają bardzo pomocne w pojedynkach. Dodam jeszcze, że parowanie w tej produkcji jest najprostsze w całym dorobku From Software.

Sprawdź też: Premiery gier 2022 – w które będzie warto zagrać? (PC, PS4, PS5, Xbox, Switch)

A czy długa to podróż jest?

Warto wspomnieć, że siadając do Elden Ring, miejcie świadomość, że to nie jest krótka gra, ale to już w sumie coś, do czego nas Miyazaki i spółka przyzwyczaili. Osobiście „wątek główny” ukończyłem lekko po ponad 60 godzinach rozgrywki – patrząc po znajomych, to mniej więcej średni czas dla mniej wprawionych w boju graczy. Tylko że na tym nie koniec, bo dalej pozostało mi trochę dungeonów i „zadań pobocznych” do skończenia. Dostępna jest też nowa gra+, gdzie już napakowanym zmatowieńcem możemy wyruszyć w podroż od nowa. 

Graficznie, dźwiękowo i technicznie – ale to już było?

Niestety trochę ponarzekam na stronę techniczną Elden Ring. Przy tak „hucznym” From Software mogło naprawdę albo usprawnić ten już nieco archaiczny silnik graficzny, albo postawić na coś nowego. Nie jest to brzydka gra, potrafi momentami zachwycić, ale jednak brakuje w niej tej next-genowości. No nawet zwykła implementacja Ray Tracingu byłaby miłym dodatkiem – na to jednak trzeba poczekać, bo ponoć ma pojawić się w którymś patchu.

Trochę boli recykling niektóry assetów czy też bossów – ich design faktycznie sprawia niesamowite wrażenie, ale momentami wygląda to tak, jakby założyli sobie określoną liczbę stworów i pod sam koniec okazało się, że trochę za mało, ale no lista klepnięta, to nie ruszamy.

demon souls remake
Graficznie nie jest źle, ale to nie ten poziom, co chociażby w remake’u Demon’s Souls

Optymalizacja na PlayStation 5 ogólnie wypada w porządku w trybie jakości mamy stałe 30 klatek na sekundę i raczej nie przypominam sobie większych spadków. Gorzej było w trybie wydajności, gdzie jednak było to odczuwalne. Ponoć o wiele gorzej ma się sytuacja na PC, ale jeżeli jesteście posiadaczami sprzętu od Sony, to śmiało, można grać.

Pod względem warstwy dźwiękowej także nie mogę narzekać, jak zawsze zresztą. Kompozytorzy stworzyli przecudowny soundtrack, dzięki któremu przemierzanie krainy jest o wiele bardziej klimatyczne. Jeżeli muzyka w dotychczasowych produkcjach From Software koiła wasze uszy, to w tym przypadku będzie identycznie.

Reklama

Czy Elden Ring to gra dla każdego? Podsumowanie

Po wszystkich zapowiedziach oczekiwałem, że Elden Ring to będą takie soulsy dla każdego. Tak niestety nie jest. Najnowsze dziecko Miyazakiego i spółki pod wieloma względami zachwyca, ale to wciąż jednak „soulsy”. Nawet pomimo mniejszego progu wejścia.

Jak już jednak przekonacie się do gry, to ta pochłonie was na całego. Fantastycznie wykreowany świat, pełen przebrzydłych (ale przepięknych pod względem designu) kreatur. Całość ubrana w gotycką otoczkę, z iście przyjemną ścieżką dźwiękową w tle. 

Nowe mechaniki zdecydowanie dodają dynamizmu grze. Eksploracja jest niezwykle przyjemna i pomimo umierania co chwilę, cały czas miałem ochotę odkrywać coraz to kolejne zakamarki. Produkcja ta ma w sobie coś magnetycznego, coś, przez co mam ochotę do niej wracać w kółko i w kółko. Mocno liczę, że na jednej części się nie skończy i potencjalny sequel okaże się jeszcze lepszy. Tymczasem wracam odpocząć przy łasce.

elden ring okładka

Podsumowanie:
Elden Ring to na dobrą sprawę kolejne Dark Souls, ale nieco przystępniejsze, pełniejsze i po prostu lepsze. Kreacja świata oraz klimat po prostu zapierają dech w piersiach, a sama gra działa jak magnes. Nie jest to najłatwiejsza gra, ale jeżeli do tej pory nie przepadaliście za soulsami, to może jednak warto skusić się na nowe dzieło From Software.

OCENA: 9/10

Kopię gry Elden Ring na PS5 otrzymaliśmy do recenzji od firmy CENEGA.

17
0

Podziel się:

Komentarze (2)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.