1. Scroll
  2. /
  3. Rozrywka
  4. /
  5. Seria Transformers — filmy o robotach, które powinien znać każdy miłośnik kina akcji

Rozrywka

4 tygodnie temu

Seria Transformers — filmy o robotach, które powinien znać każdy miłośnik kina akcji

Filmy i seriale
5
1
0
5
1

Transformers — filmy o robotach, które pokochały miliony ludzi ceniących sobie dobre kino akcji. Saga o toczących długowieczną wojnę, świadomych maszynach stała się jedną z ikon popkultury. Na czym polega fenomen kultowej serii? 

Transformers — filmy o kosmicznych robotach

Najbardziej kasowe ekranizacje to te, które opowiadają o ikonicznych postaciach popkultury. Jednymi z takich kultowych bohaterów są roboty Transformers. Filmy o zmiennokształtnych kosmitach zarobiły nie miliony, a miliardy dolarów i szturmem podbiły serca ludzi na całym świecie. Jak to się stało, że maszyny z odległej galaktyki na stałe zapisały się nie tylko w historii kinematografii, lecz także ugruntowały swoje miejsce w kulturze masowej?

Nie wszyscy wiedzą, że pierwowzorem hollywoodzkiej serii o robotach są… zabawki dla dzieci. Opatentowane i wprowadzone na rynek w latach 80. XX w. figurki samochodów mogących przybierać formę robotów okazały się prawdziwym hitem. Posążki stały się inspiracją nie tylko dla serialu i filmów animowanych, lecz także serii komiksów. 

Zobacz też: Najpopularniejsze filmy o robotach – TOP 7 filmów o automatach i maszynach

Dwie dekady po narodzinach zabawkowych Transformerów świat obiegła wieść, że duet Michael Bay — Steven Spielberg pracują nad fabularną ekranizacją, mającą przedstawiać losy człekokształtnych robotów. Połączenie sił reżysera Armageddonu, Bad Boys i Twierdzy oraz zdobywcy trzech Oscarów w roli producenta skazało filmy Transformers na sukces, zanim jeszcze pierwsze dzieło ujrzało światło dzienne. 

Sekret popularności najbardziej kasowych produkcji Hollywood tkwi w odpowiednim wyważeniu właściwych składników. Wystarczy zebrać wszystkie przyciągające uwagę widza elementy — akcja, romans, humor i fantastyka — doprawić je sporą dawką efektów specjalnych z najwyższej półki i voila! Blockbuster gotowy. Filmy o Transformers są modelowym egzemplarzem powstającego na wzgórzach Los Angeles Kina Nowej Przygody. 

Nurt filmowy zapoczątkowany przez Gwiezdne wojny Lucasa i dumnie reprezentowany przez Indianę Jonesa jest dziś najchętniej oglądanym tworem Hollywood. Posuwając się do nieco kolokwialnego porównania — prąd ten można zobrazować jako wielki tygiel, do którego wrzuca się wszystkie elementy kina cieszące się największą popularnością wśród odbiorców. Podane w łatwostrawnej, lekkiej i widowiskowej formie, audiowizualne hybrydy przyciągają do kin miliony widzów. W przypadku Transformerów nie mogło być inaczej.

Lista wszystkich filmów Transformers

Jeżeli chodzi o Transformers – filmy powstają na podstawie podobnego schematu. Trzonem fabuły każdego z nich jest trwająca miliony lat wojna między dwiema frakcjami antropomorficznych maszyn — Autobotów i Deceptikonów. Pierwsze dążą do pokoju, drugie sieją zniszczenie. Zarysowana grubą kreską, nieskomplikowana symbolika odwiecznej walki dobra ze złem jest tutaj oczywista. Konflikt robotów przenosi się na zamieszkałą przez ludzi planetę i w każdym z filmów musi pojawić się dzielny Ziemianin, którego pomoc okazuje się nieoceniona podczas ratowania Świata.

Uniwersum Transformers rozrosło się do tego stopnia, że amatorowi sagi trudno będzie obejść się bez „mapy”. Jeżeli planujesz maraton w towarzystwie Bumblebeego i spółki, z pewnością przyda Ci się chronologicznie posegregowana lista wszystkich części filmów o zwaśnionych robotach. Cała seria filmów o zmiennokształtnych maszynach pochodzących z planety Cybertron liczy sobie sześć części. Będącą dzieckiem Spielberga i Bay’a sagę zapoczątkowała produkcja zatytułowana po prostu Transformers.       

Transformers

Filmem, który zapoczątkował cykl i rzucił na kolana miliony amatorów kina akcji, jest Transformers. Obrazuje on perypetie nastolatka, Sama Witwicky’ego (Shia LaBeouf). Młodzieniec wiedzie przeciętne, prawie beztroskie życie, a jego jedynym zmartwieniem zdaje się zdobycie serca pięknej koleżanki Mikaelai (Megan Fox). Spokój głównego bohatera zostaje zachwiany, kiedy okazuje się, że Ziemia nie jest jedyną zamieszkaną planetą. 

Przedstawiciele toczących długowieczną wojnę robotów z kosmosu przybywają na Błękitną Planetę, by kontynuować swój spór. Znajdujące się na wyższym poziomie ewolucyjnym, wyposażone w nieznaną człowiekowi broń i trudne do unicestwienia Deceptikony stanowią ogromne zagrożenie dla ludzkości. Wkrótce nastolatek odkryje, że klucz do ocalenia całej rasy od pokoleń znajduje się w jego rodzinie. Spuścizna, którą zostawił Samowi prapradziadek, okaże się zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem.

Sam scenariusz nie powala na kolana. Zasada przerostu formy nad treścią jednak dobrze czuje się w hollywoodzkich blockbusterach. Zdecydowanie największym atutem filmu są efekty specjalne. Realistyczne zobrazowanie transformacji i walk robotów wymaga nie lada kunsztu, którego nie sposób odmówić specom odpowiedzialnym za oprawę graficzną filmu. Mistrzowsko zmontowane sceny akcji z nawiązką wynagradzają mało oryginalny scenariusz. Przygody Autobotów z założenia miały być obrazem czysto rozrywkowym i faktycznie, obcowanie z obrazem jest niezobowiązującą przyjemnością.

Transformers: Zemsta Upadłych

Niekwestionowany sukces produkcji Spielberga otworzył bramę dla kolejnych ekranizacji. Powstanie sequela było kwestią czasu. Transformer 2 stanowi kontynuację pierwszej części sagi o zmechanizowanych przybyszach z kosmosu. Jak niedwuznacznie sugeruje tytuł, druga odsłona serii skupia się wokół powrotu żądnych zemsty Deceptikonów. Grupa wielbiących chaos robotów zgotuje Ziemianom nie lada niespodziankę, wprawiając wszystkich w osłupienie. Optimus Prime i jego Autoboty po raz kolejny podejmą walkę w obronie bogu ducha winnych mieszkańców planety.

Twórcy oraz czołowa obsada Transformers: Zemsta Upadłych nie zmieniają się, co sprzyja zachowaniu charakteryzującej film maniery. Wierni sympatycy poczynań Optimusa, Megatrona i pozostałych doceniają obraz Bay’a za jego, rzec można innowacyjne impresje wizualne. Poprzeczka postawiona przez „jedynkę” została jednak osadzona wysoko i ekranizacja drugiej części nie spełniła niestety oczekiwań bardziej wybrednych widzów. Dowodzą temu trzy Złote Maliny — antynagrody filmowe, które wylądowały w rękach twórców po premierze sequela.

Saga o robotach nie byłaby kompletna, gdyby nie dopracowane do perfekcji sceny walki. O ile efekty specjalne, które dane jest nam podziwiać w pierwszej części, są fenomenalne, to wrażenia, jakie oferuje Transformers 2, wprawiają w osłupienie. Już od pierwszych kadrów widzowi trudno oderwać wzrok od ekranu. Spektakularny pościg ulicami Szanghaju, będący festiwalem eksplozji, płomieni i błyskawicznych zwrotów akcji na długo zapada w pamięci.

Transformers 3

Co ma wspólnego podbój Księżyca w 1969 i sekretna broń Transformerów? Trzecia odsłona cyklu odkrywa nie tylko skrawek historii zwaśnionych robotów, lecz także obnaża mroczne sekrety NASA. W zamykającym pierwszą trylogię serii filmie determinacja Deceptikonów sięga zenitu. Destrukcyjne maszyny wchodzą w posiadanie śmiercionośnej technologii, co sprawia, że stają się bardziej niebezpieczne niż kiedykolwiek. Wspieranym przez dorosłego już Sama Autobotom przyjdzie zmierzyć się z zagrożeniem, które tym razem może okazać się ponad ich siły.

Wielki finał — tymi słowami można opisać dzieło zwieńczające pierwsze części tryptyku Bay’a. Odnosi się to nie tylko do rozwiązań fabularnych, lecz także trójwymiarowych wrażeń (słowo „trójwymiarowy” zostało użyte nieprzypadkowo, gdyż „trójka” jest pierwszą częścią sagi dostępną w technologii 3D). Większość oglądających filmy o robotach widzów oczekuje naszpikowanego efektami specjalnymi kina akcji. Trzecia część serii zaspokaja żądze najwybredniejszych z nich. Transformers 3 stanowi apogeum tworzonych dzięki dobrodziejstwom grafiki komputerowej scen walki.

Choć Transformers 3: Dark of the Moon (tytuł roboczy) nie jest ostatnim filmem z serii o obdarzonych świadomością maszynach, to stanowi swego rodzaju zakończenie rozdziału. Obraz zamyka bowiem opowieść, której głównym bohaterem jest Sam Witwicky. Późniejsze części sagi są kontynuacją wojny robotów z Cybertronu, jednak pochodzący z Ziemi protagoniści zostają zastąpieni przez nowe postacie.

Transformers: Wiek zagłady

Ciemna strona ludzkiej natury bierze górę nad zdrowym rozsądkiem. Pragnienie sławy, zachłanność i pycha — oto co okazuje się ważniejsze od sojuszu z Autobotami. Niegdysiejsi sprzymierzeńcy zostają zrównani do poziomu Deceptikonów. Na głowy obu frakcji poluje jednostka CIA o złowrogim kryptonimie Cmentarny Wiatr. Jak to jednak bywa w hollywoodzkich produkcjach, pośród morza niegodziwców znajduje się jedyny sprawiedliwy — szlachetny kowboj. 

Cade Yeager (Mark Wahlberg) — mechanik z zawodu, wynalazca z zamiłowania — kupuje zniszczoną ciężarówkę, która okazuje się być Optimusem Primem. Nietrudno się domyślić, że wkrótce w ślad za robotem na posesji zjawiają się uzbrojeni pracownicy Agencji. Ostatecznie zwaśnieni bohaterowie zmuszeni zostają do zawarcia rozejmu, kiedy na horyzoncie pojawia się zagrażające życiu wszystkich niebezpieczeństwo. 

Transformers w nowej odsłonie zebrał raczej mało pochlebne opinie krytyków, jednak wierni fani tłumnie szturmowali kina. Wiedzeni obietnicą eksplozji i obecnością Wahlberga na ekranie, nie zawiedli się. Film powiela schematy wcześniejszych części. Jeżeli szukasz relaksującej rozrywki na weekendowy wieczór, to Wiek Zagłady okaże się strzałem w dziesiątkę.   

Transformers: Ostatni Rycerz

Polowanie na człekokształtne roboty osiąga apogeum. Transformery traktowane są jak wróg publiczny numer jeden. Autoboty czy Decepticony, nieważne. Rozkazy są jasne — wszystkich należy unicestwić. Optimus Prime zniknął, a „jedyny sprawiedliwy”, czyli mechanik Cade Yeager (w tej roli po raz kolejny Wahlberg) żyje poza prawem, jako banita, otwarcie sprzeciwiając się polityce rządu. 

Fabuła Rycerza zostaje częściowo przeniesiona na Stary Kontynent. W mglistej Anglii pojawia się dwóch nowych bohaterów. Są to Vivian Wembley (Laura Haddock) oraz Sir Edmund Burton (Anthony Hopkins). Ten drugi uświadamia głównemu bohaterowi nie tylko ogromny wpływ Autobotów na historię ludzkości, lecz także rolę, jaką przyjdzie odegrać mechanikowi w zbawieniu Ziemi.

Od samego początku jasne było, że pożegnanie Michaela Bay’a z serią będzie spektakularne. W tej kwestii reżyser oczywiście nie zawiódł. Przede wszystkim piąta część cyklu jest istnym pochodem wspaniałych Transformerów. To w końcu maszyny są głównymi bohaterami całej sagi. Obok kultowych postaci Megatrona i Optimusa Prima pojawia się szereg innych, równie barwnych robotów.

To, że nagromadzone w Ostatnim Rycerzu sceny akcji starczyłyby na trzy osobne projekty, nie dziwi. Seria o mieszkańcach Cybertronu od samego początku hołubi zasadzie „im więcej, tym lepiej”. Co ciekawe, piąty film cyklu zdaje się podejmować próbę rekompensaty braków w scenariuszu — wątków fabularnych jest tutaj naprawdę dużo. Opowieść nie tylko odkrywa historię Autobotów, lecz odpowiada na pytanie, dlaczego właściwie roboty tak upodobały sobie Ziemię. Jedno jest pewne Transformers: Ostatni Rycerz kończy pewną erę w historii filmów o kosmicznych robotach. 

Bumblebee

Ostatni film z serii Transformers zabiera widzów w podróż w czasie. Osadzona w latach 80. XX w., szósta odsłona sagi przybliża widzom historię tytułowego Autobota. Okazuje się, że sympatyczny Trzmiel (ang. bumblebee) nie zawsze przyjmował formę pięknego, wiekowego Camaro. W poprzednim wcieleniu robot był pięknym — owszem, wiekowym — aż nadto, ale Garbusem! Pierwsze spotkanie z ludźmi, pierwsza przyjaźń i pierwsze „słowo” — Bumblebee to opowieść o drodze, jaką musiała przejść żółta maszyna, by stać się Chevroletem z pierwszej części Transformerów. 

Tym razem w roli towarzyszki obdarzonego świadomością robota zobaczymy młodą dziewczynę. Nastoletnia Charlie jest żeńską wersją Sama — uwielbia samochody i jest mało popularna w szkole. Razem z Trzmielem stworzą duet, któremu przyjdzie ratować Ziemię z „kosmicznych” tarapatów. Bumblebee to lekka, wesoła, miejscami nawet słodka opowieść o wchodzeniu w dorosłość.

Nie trzeba być krytykiem filmowym, by dostrzec, że Transformers: Bumblebee znacznie odstaje od pozostałej piątki. Nic dziwnego, ponieważ Michael Bay zwolnił fotel reżysera, a jego miejsce zajął kolega po fachu, Travis Knight. Ponadto z pracy nad szóstą częścią Transformerów zrezygnował także Spielberg. Dlatego w tej odsłonie spektakularne efekty specjalne zostają zepchnięte na drugi plan, ustępując miejsca fabule. 

Przyzwyczajeni do dominujących w poprzednich odsłonach wybuchów, fani krzyczą i tupią nogami, manifestując rozczarowanie. Prawda jest jednak taka, że filmy stanowiące głównie mozaikę widowiskowych efektów nie mogą być kontynuowane w nieskończoność bez narażenia na krytykę. Wypieranie treści przez nagromadzenie scen akcji mogło nie sprzedać się po raz szósty. Niektórzy widzowie uważają, że ten niewielki lifting dobrze przysłużył się serii o rozumnych maszynach, ale przecież mówimy o Transformers – filmy, w których najważniejsza jest właśnie akcja.

Jeżeli po seansie wszystkich sześciu części wciąż czujesz niedosyt, to możesz pokusić się o obejrzenie innej, osadzonej w uniwersum kosmicznych robotów produkcji — Transformers: Prime. Liczący trzy sezony serial animowany produkcji Netflixa oparty został na koncepcji podobnej do pierwszych pięciu ekranizacji kinowych. Miłośników klasycznych odsłon serii ucieszy także fakt, że Optimus Prime przemawia swoim „oryginalnym” głosem (Peter Cullen). Animacja doczekała się pełnometrażowej wersji, która ukazała się w 2014 roku pod tytułem Transformers Prime: Łowcy Bestii oraz Powrót Predakonów.

Źródło: digitalspy.com

Zobacz też: Co to jest Viaplay? Nowy zawodnik na rynku TV i VOD

Przyszłość filmów Transformers — czy powstaną kolejne części?

Transformers — filmy, które w wielkim skrócie można opisać jako mistrzowski popis trójwymiarowych impresji, na stałe zapisały się w kinematografii. Kinomani, którzy wysoko cenią pracę Bay’a i Knight’a z pewnością zadają sobie pytanie, czy powstanie kolejna odsłona ekranizacji obrazującej przygody Autobotów i ich ludzkich sojuszników. Odpowiedź jest twierdząca. Co więcej, w planie jest nie jedno, lecz co najmniej dwa poszerzające uniwersum Transformers przedsięwzięcia.

Miłośnicy opowieści o mieszkańcach planety Cybertron z pewnością cieszą się na wieść o kolejnej części sagi, której roboczy tytuł brzmi: Transformers: Rise of the Beasts. Reżyserii podejmie się twórca drugiej części Creed, Steven Caple Jr. Producentem wykonawczym będzie natomiast sam Bay — można więc nieśmiało założyć, że Bestia będzie zbliżona do pierwszej piątki. Jak dotąd nie znamy tożsamości wszystkich bohaterów, których dane nam będzie oglądać na ekranie. Wiadomo tylko, że dwaj główni protagoniści nie gościli jeszcze w żadnym z sześciu filmów.

Rise of the Beasts to nie jedyny produkt, na który czekają wielbiciele sagi. Gdzieś w eterze dają się słyszeć głosy, że Paramount do spółki z Hasbro myślą o stworzeniu animacji à la Toy Story. Łączące ojców Transformers i twórców czwartej części filmów o przygodach Chudego i Buzz’a przedsięwzięcie miałoby przenosić widza na planetę Cybertron.

Transformers – filmy o Autobotach i Deceptikonach, których sekret tkwi zapewne w mistrzowskim wyważeniu akcji, humoru i fantastyki. Cykl blockbusterów naszpikowanych efektami specjalnymi, jakich nigdy wcześniej nie było dane oglądać miłośnikom gatunku, zaskarbił sobie rzesze wiernych fanów. Podczas gdy jedni je kochają, inni wyśmiewają — nikt jednak nie przechodzi obok obojętnie. Filmy o zmiennokształtnych robotach stały się jedną z wizytówek kina akcji i to się nie zmieni.

5
1

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.