1. Scroll
  2. /
  3. Rozrywka
  4. /
  5. Painkiller – kultowa strzelanka polskiego studia People Can Fly. Painkiller powróci – tym razem od Saber Interactive!

Rozrywka

2 tygodnie temu

Painkiller – kultowa strzelanka polskiego studia People Can Fly. Painkiller powróci – tym razem od Saber Interactive!

Gry
3
0
0
3
0

Rodzime People Can Fly wśród polskich graczy wsławiło się wydaniem w 2004 ciepło przyjętego Painkillera. Zwłaszcza u nas tytuł ten budzi głównie nostalgię, ale nowa wersja i jej mgliście zapowiadana premiera pokazują, że Painkiller nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Painkiller – polski odpowiednik Dooma?

Porównań nie da się uniknąć. Lata 2004-2005 były dobre dla fanów strzelanek – premiera Dooma 3, rok później Quake’a 4. Fani klasycznych FPSów w końcu mogli znowu poczuć tę przyjemną ekscytację, która towarzyszyła im podczas ogrywania podobnych tytułów „za dzieciaka”. 

painkiller
Źródło: gry-online.pl

W tym czasie pojawił się też Painkiller. Tytuł garściami czerpiący z tych klasycznych serii, dodatkowo obierający często podobne kierunki, jak wspomniane nowe części z tego okresu. Fakt, że People Can Fly było z polski, a były to czasy „przed Wiedźminem” i wciąż szukaliśmy naszego „towaru eksportowego”, sprawiały, że nagłówki typu „Polski odpowiednik Dooma” pisały się same. Czy zasadnie? Zobaczmy!

Gry z serii Painkiller

Bez wątpienia największą popularność zdobył oryginalny Painkiller. Na przestrzeni lat cykl dorobił się jednak paru dodatkowych tytułów, wciąż dających nadzieję na wielki powrót serii.

Painkiller

Polacy osiągnęli w oryginale coś, za czym bardzo wtedy tęskniono. Po pierwsze stworzyli FPSa z bardzo dynamicznym modelem strzelania i elementami zręcznościowymi – znaliśmy to z Quake’a i Dooma, przy których nie jedną myszkę się zajechało. 

Dodano charakterne bronie, każda ze swoim ciężarem, „osobowością” i alternatywnym trybem strzału. Wypróbować je można było przy zwiedzaniu coraz to bardziej pokręconych lokacji (kto pamięta szpital psychiatryczny?) o znajomym, demoniczno-piekielnym klimacie. 

A na końcu etapu czekał boss. I to boss nie byle jaki. Wizytówką serii są gigantyczni, i to naprawdę gigantyczni bossowie. Mierząc się z ikonicznym pierwszym z większych przeciwników, podczas walki na pamiętnym cmentarzu mało kto nie zbierał szczęki z podłogi. 

Grafika jak i sam design poziomów zwiedzanych podczas walki z siłami Lucyfera jak również świetna, nakręcająca do walki muzyka naprawdę doskonale uzupełniały rozgrywkę. Dodajmy do tego robiącą wrażenie jak na tamte czasy fizykę pozwalającą na jeszcze większą kreatywność przy rozprawianiu się z wrogami i mamy strzelankę mogącą konkurować z najlepszymi.

Widać było na każdym kroku, zarówno pod kątem designu i mechanik, jak i samego wykonania – Painkiller miał duże ambicje. Wprowadzał system modyfikatorów rozgrywki pod postacią kart tarota, będącym niczym innym, jak prekursorem umiejętności bohatera, czy nawet mający wpływ na historię poziom trudności gry. 

Na wielu płaszczyznach te ambicje realizował z powodzeniem, zapewniając tonę miodnego gameplayu, pozostawiającego dobre skojarzenia z marką. Skojarzenia, które próbowano wykorzystać przy tworzeniu kontynuacji.

Painkiller: Black Edition

Black Edition, wydana również w 2004 roku zawiera oryginalną część Painkillera, jak również dodatek Painkiller: Battle Out of Hell

Rozszerzał on rozgrywkę o 10 dodatkowych, dziejących się bezpośrednio po zakończeniu oryginału poziomów oraz o dodatkowe tryby gry, także multiplayer. Poprawiono też grafikę, a przeciwnicy mogli się pochwalić lepszą sztuczną inteligencją.

Ta edycja gry została bardzo ciepło przyjęta i na PC nawet tyle czasu po premierze zapewnia doskonałą rozgrywkę, należąc do grupy tytułów, które przy odpowiednim podejściu w ogóle się nie zestarzały.

Painkiller: Overdose

Oficjalna kontynuacja Painkillera z roku 2007, jednak tworzona tym razem nie przez People Can Fly, a czeskie Mindware Studios.

Overdose opisać można bardzo łatwo: ten sam gameplay i mechaniki, ale w nowych sceneriach i z wieloma nowymi przeciwnikami i broniami. Czy to zaleta, czy wada, każdemu oceniać osobno… 

Dla osób, którym podobała się pierwsza część i tęskno im do tej przygody na pewno odpowiadała możliwość powrotu do znajomego gameplayu. Z drugiej strony po takiej marce i przy tak rozbudzonych oczekiwaniach można by oczekiwać czegoś więcej. Jeśli ktoś nastawiał się na rewolucję, tu na pewno jej nie znalazł. 

Painkiller: Resurrection

Resurrection to wydana w 2009 roku trzecia część cyklu, oraz trzeci developer mający swoje podejście do tematu. Tym razem tytuł powierzono austriackiemu Homegrown Games.

Niestety tym razem zmiana twórców i zawirowania związane z własnością do marki wpłynęły na jakość gry. Finalny produkt nie był wolny od poważnych błędów utrudniających rozgrywkę, a optymalizacja, wliczając w to czasy ładowania, zauważalnie kulały. Od strony technicznej tytuł ten był ciosem dla przyzwyczajonych do jakości oryginału fanów.

Więc może od strony rozgrywki było lepiej? Niestety nie za bardzo. Zatracono klimat poprzedniczek, wrogowie byli powtarzalni, a mechaniki i samo strzelanie bardziej przeszkadzały, niż pomagały w cieszeniu się z gry.

Dla tytułu wydanego pod szyldem Painkillera powyższe wady były nie do przyjęcia. Panuje konsensus, że do tej części niekoniecznie jest po co wracać.

Painkiller: Redemption

Kolejna z części, tym razem z 2011 roku. I tym razem tytuł powierzono innemu studiu Eggtooth Team. Co ciekawe, byli to ludzie odpowiedzialni za fanowskie modyfikacje do poprzednich części. Jak wyszło tym razem?

Projekt może się podobać, ale obiektywnie nie jest on do końca udany. Nadal nie jest to kontynuacja, która zasługiwałaby na tytuł Painkillera. Redemption to zbiór map, na których mordujemy gigantyczne ilości przeciwników. Coś jak tryb hordy, rozciągnięty na 6 fabularnych, kiepsko zaprojektowanych poziomów. 

Taka forma rozgrywki mogła przypaść do gustu co poniektórym. W końcu marka stoi walką z przytłaczającą liczbą wrogów z piekła rodem. Potencjalny nabywca musi sobie tylko zadać pytanie: czy to już czasem nie przesada?

Painkiller: Recurring Evil

Recurring Evil zostało wydane w 2012. Kolejny developer, tym razem Med-Art stworzyło coś na kształt dodatku, aniżeli pełnoprawnej części. Oferował on 5 nowych poziomów, nową broń i kontynuację fabuły.

Brzmi dobrze? Niestety w praktyce nie wniosło to praktycznie żadnych nowości, grafika została tylko nieznacznie poprawiona, a całość sprawiała wrażenie wydanej na siłę i bez polotu. Ewidentnie Painkiller nie miał szczęścia, ale może kolejna część będzie lepsza?

Painkiller Hell & Damnation

Można powiedzieć, że Hell & Damnation w 2012 na PC i w 2013 na X360 i PS3 niejako odpowiedziało na modły o przyzwoitą część serii. Tworzenie tytułu wróciło do Polaków, do składającego się po części z twórców oryginału studia The Farm 51.

Efektem ich pracy była odświeżona wersja oryginału. Całość działała na Unreal Engine 3, co było skokiem w jakości grafiki, pojawiły się delikatne usprawnienia rozgrywki, a całość była całkiem przyzwoitą odświeżoną wersją

No właśnie, odświeżoną. Mimo że tytuł był udany, a całość daje nadzieję na odrodzenie się cyklu, to jest to bardziej przedsmak tego, co mogłoby nas czekać. 

Zapowiedź kolejnej części Painkillera – kiedy premiera gry od Saber Interactive?

Losy serii są teraz w rękach studia Saber Interactive, odpowiedzialnego wcześniej między innymi za oryginalne Timeshift, port Wiedźmina 3 na Nintendo Switch czy remaster Crysis. Ogłoszono to w czerwcu tego roku. Póki co niewiele wiadomo o nowej części. Twórcy informują, że całość jest we wczesnej fazie produkcji.

Sprawdź: Wszystko o Halo: Infinite – Kiedy premiera, trailer, rozgrywka

Póki co słyszymy tylko obietnice o zachowaniu klimatu oryginału. Jeśli udałoby się to osiągnąć w zupełnie nowej, wprowadzającej innowacje i współczesne rozwiązania części mógłby to być interesujący powrót marki. Sukcesy kolejnych części Dooma pokazują, że jest na rynku popyt na dynamiczne, zręcznościowe strzelanki.

Źródło obrazka głównego: gamewallpapers.com

3
0

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.